poniedziałek, 6 sierpnia 2012

2. Pewne rzeczy są bardziej dziedziczne, niż byśmy sobie życzyli.

--------------------------------------------------------------------------------------
  Cześć. Jedno małe wyjaśnienie. Możliwe, że trochę na wyrost, lecz lubię dmuchać na zimne. Laura nazywa się Calwell. Natomiast Simon Cowell, który również będzie występował w tym opowiadaniu, nie ma nic do tego. Nie jest jej ojcem ani wujkiem, ani nawet bocianem, który rzucił ją w kapustę. Po prostu podobne nazwisko, nic więcej.
A teraz zapraszam na odcinek i mam nadzieję, że Wam się spodoba. Witam serdecznie nowych obserwatorów:)
---------------------------------------------------------------------------------------
   Wow, wow, wow, cóż to było! To huragan, tajfun, piorun w nas uderzył, czy może po prostu oszołomił nas przepiękny głos naszej niespodziewanej uczestniczki? – zielonawy ze strachu prezenter dobył mikrofonu, gdy publiczność nie mogła opanować zachwytu. –  Poszedłbym nawet o zakład, że ona ma coś z Nimfy Wietrznej, bo czy państwo też poczuliście ten powiew świeżości? – bredził jak najęty. – Myślę, że na pewno poczuli go nasi wspaniali jurorzy. I zaryzykuję nawet, że na Harrego powiało dość mocno, bo widziałem, jak poprawiał fryzurę! – tu oczko i sztuczny uśmiech. 
–  Harry, czy widziałeś, jak patrzyła na ciebie ta dziewczyna? – wniebowzięty oddał głos Harremu, chociaż oddałby go w tym momencie komukolwiek, bo nie znosił niespodzianek. Nathaniel King był profesjonalistą i nienawidził zaskoczeń na wizji! Na przykład takich jak w tej chwili...
   – Ta? –  wtrącił Harry i wskazał oddalającą się sylwetkę.
...gdy zdał sobie sprawę, że dziewczyna, którą z wysiłkiem wymagającym erudycji zawodowej tak wdzięcznie przedstawił, zamiast poczekać i przywitać się z „żiri”, lekceważąco zbiegła mu ze sceny.
  – Ekhem, tak...tak – odchrząknął i spojrzał w swoje notatki. 
  Gdy zastanawiał się, na czym się powiesi, gdy wróci do domu, tłum na festynie ryknął śmiechem, a razem z nim Liam Payne. Barnel Thomson natomiast, któremu nie było do śmiechu, ruszył za kulisy.

  Prawdopodobnie była jeszcze w amoku, gdy przechodziła przez kolejne korytarze. Teraz wiły się przed jej oczami niczym węże i mnożyły jak na złośliwe życzenie. Szkoda, że nie było ich tam, jak wlazła do platformy z fortepianem! Szkoda, że ich nie było, kiedy chciała uciec. 
  Szła ze spuszczoną głową i nie patrzyła przed siebie. Jednak choć nikt nie podszedł do Laury, śledziły ją dziwne spojrzenia. Czuła je na sobie niczym przykre mrowienie. Ludzie z ekipy pochylali się do siebie szepcząc, a pozostałe uczestniczki, których grono mijała, rozstępowały się w ciszy gdy szła. Tak było aż do tej chwili. Aż do chwili, gdy poczuła, że wprost zderzyła się z kimś. Uniosła oczy. Dziewczyna w brylach jak doniczki stała na jej drodze i ani myślała się ruszyć.
  – I co, było przyjemnie? – Wzięła się pod boki.
   – Nie wiem o czym mówisz – Zdenerwowana Laura starała się ją wymiąć.
  – Ale mówię do ciebie, więc jednak mnie wysłuchasz! – Poczuła uścisk na przedramieniu i uniosła oczy. – Jesteś mi coś winna, ukradłaś przepustkę. – Na te słowa pozostałe dziewczęta zareagowały oburzonym westchnięciem, natomiast Laura, z mocno nadszarpniętymi już nerwami, uniosła brodę do góry. Z reguły nie była aż tak złośliwa, lecz nie będzie tolerować, gdy ktoś nazywa ją złodziejką.
   – Nic ci nie ukradłam, a nawet gdyby, pewna jesteś, że byś to dostrzegła? – odparła.
   Oburzone westchnięcie zamarło gawiedzi w gardle.
   – Patrzcie jaka harda! – wysyczała dziewczyna, którą Laura kiedyś uznała za miłą. Słuszna postura dawała dziewczynie przewagę. Panienki zebrane wokół wyczuwały już w powietrzu co się kroi, więc rozległo się kibicowanie. Okularnica utrzymała pełny uśmiech.
  – No chodź tu, złodziejko – kiwnęła w bok głową. 
Wiwaty nasiliły się, więc okularnica się rozochociła. Spróbowała popchnąć Laurę w tył. Nie przewidziała jednak, że refleks ćwiczony latami mieszkania w nienajlepszej dzielnicy sprawi, że Laura praktycznie w mgnieniu oka ją odepchnie. 
  Dziewczyna ustała na nogach, lecz mocno się zachwiała. Spojrzała z wściekłością.
  – Chciałam ci to oddać i po to tu przyszłam – powiedziała Laura, lekko dysząc. Ścisnęła splecione na piersi ramiona, jakby chciała zakotwiczyć dłonie i nie pozwolić, żeby wyrządziły więcej szkód.
  Może i by się udało – przynajmniej tym razem – gdyby okularnica się nie roześmiała i nie pociągnęła powieki palcem w dół, w geście znanym chyba wszystkim kulturom. 
  – Jedzie mi tu, Whitney?
   Tego Laura już nie wytrzymała. Wyrzuciła w przód ręce, popychając dziewczynę, a strącone denka doniczek upadły okularnicy pod stopami. 
  – Co się tutaj dzieje? – Laura usłyszała za sobą. Podniesiony głos zalatywał dość dziwnym poczuciem władzy. Odwróciła głowę, a mężczyzna ubrany trochę jak Gok Van powoli zbliżał się w jej stronę. – Nie wiecie, że to nie miejsce na idiotyczne porachunki? 
   W tym momencie okularnica z oburzeniem podeszła do niego.
  – Rozbiła mi okulary. Powinna za nie zapłacić! – krzyknęła. 
  Mężczyzna z dziwnym wyrazem twarzy i jeszcze dziwniejszym spokojem we flegmatycznych ruchach, oparł Laurze rękę na ramieniu. Wyglądał trochę, jakby chciał ją ochronić, albo przynajmniej wziąć jej stronę.
   – Harry Styles ma delikatną nadwagę, więc jest na tyle gruby, że i tak powinnaś go zobaczyć – odparł do dziewczyny. – Natomiast ty, droga panno, pójdziesz ze mną. – Ścisnął Laurę za ramię i poprowadził przed sobą.
  Gdy odeszli, konsternację przerwał głos dziewczyny stojącej w drugim rzędzie małej grupki.
  – SŁYSZAŁYŚCIE BURAKA? TOŻ TO HEJTER! – odezwała się.
  – Od tego hejtera to ty lepiej weź autograf – wyjaśniła jej druga.

***

   Gdy przemierzali kręte korytarze, czuła się skołowana, lecz gdy opuścili już budynki przylegające do prowizorycznej sceny, poczuła się zwyczajnie ogłupiała. Na asfaltowej drodze przy wyjściu stał czarny van, który wydał jej się dość znajomy(!), a za nim w słońcu błyszczała karoseria limuzyny z przyciemnianym szybami. Aż do tamtej chwili Laurze wydawało się, że to tylko dziwacznie ubrany ochroniarz, który chce ją wyprowadzić, choć dziwiła się, że nie za uszy. 
   Teraz spojrzała na mężczyznę z lekką konsternacją, a on zdjął słoneczne okulary. Gest ten był znaczący w ciszy, która panowała między nimi.
  – Nie wiem, jak się nazywasz i jak się tam dostałaś, bo to – ujął plakietkę na jej szyi – chyba nie jest twoje. Laura milczała. – Fiona Zeller? – przeczytał i pokpiwając uniósł brew? – Raczej nie– dodał. – Więc kim jesteś?
  – Myślę, że to nie do końca pańska sprawa – odparła.
   – A ja myślę, że może jednak trochę moja, skoro w czasie show, które organizuję, na scenę wdziera mi się dość harda osóbka, a potem rozwala cały system takiemu wyjadaczowi jak Nathaniel King. – Nie chciał być dla niej ostry, chciał być jedynie rzeczowy. Ale ponad wszystko pragnął ukryć swoją ekscytację. – Ile masz lat? – dodał.
  – Osiemnaście...
   – I gdzie chodzisz do szkoły? – Nie umknęło mu to, że Laura nagle spojrzała zaniepokojona. Przez chwilę wyglądała, jakby rozważała bezpieczne odpowiedzi, ale nie wybrała żadnej. Uniosła tylko głowę. 
   Barnel się nie poddał. 
   – Gdzie mieszkasz?
  – Daleko.
  – Z kim? Z rodzicami?
  – Może z rodzicami, a może i nie. Może z bratem, może z babcią. A może z pięćdziesięcioletnim zboczeńcem! To nie pańska sprawa – spojrzała na niego groźnie. Niebieskie oczy zrobiły się nieco ciemniejsze, a czarne rzęsy dookoła nich tylko pogłębiały to wrażenie.
  – Może moja, a może i nie – powtórzył. – Wiesz, kim jestem?
  – Upierdliwym facetem jeżdżącym tym? – wskazała na limuzynę, która błyszczała w słońcu jak psie jaja. Było jej już wszystko jedno; miła czy niemiła, miała jakiś kłopot.
   – A wiesz, po co cię tu zawlokłem? 
  – Uważa pan, że wsiądę w toto z panem i odjadę w stronę lasu? – zaplotła na piersi ręce.
  – Niezupełnie – Barnel miał już dość jej uporu, ale kontynuował. – Interesuje mnie raczej, czy widziałaś kiedyś Londyn.

***

   Gdy otworzyła drzwi mieszkania, znów przygniotła ją ta cisza. Żadna z lamp a pokojach nie świeciła się, a słabe pasy światła kładące się na podłodze w przedpokoju pochodziły jedynie od ulicznych latarni. Naraz usłyszała jakiś szelest dochodzący z kuchni. Gdy do niej weszła, na piecu zobaczyła parujący garnek i własna matkę, opierającą się biodrem o blat.
   – Dobry wieczór – powiedziała. 
   Matka uniosła głowę.
  – Wrócisz za chwilę? 
  Przez chwilę słychać było tylko bulgotanie gotującej się kolacji. Ironia nie była potrzebna. Laura czuła swoją winę w kościach niczym starzec czuje zbliżający się reumatyzm i paradoksalnie dlatego zwlekała z powrotem do domu. Nie chciała spojrzeć matce w oczy. Nie chciała spoglądać do lustra.
   – Przepraszam.
   Jej wzrok chaotycznie ogarnął przestrzeń kuchni. Gdy już miała się odwrócić i odejść do pokoju w którym spała, głos matki niespodziewanie zatrzymał ją w pół kroku.
  – Poczekaj – Ann Calwell nie rozmawiała z córką często, a i ta okazja wydawała się dość wymuszona – Poczekaj Laura.
  Nie usłyszała sprzeciwu.
  – Nie wiem dlaczego to zrobiłaś, ale wiem, że to nie może się powtórzyć.
  Jej oczy wyglądały na skupione, choć ręce dość nerwowo zaciskały się na ścierce. W końcu westchnęła i odłożyła ją na kuchenny stół. Jakby z ulgą usiadła na krześle. Wyglądała przy tym jak ktoś dużo starszy i zmęczony. W końcu załamała dłonie i ukryła w nich twarz. Chyba właśnie ten gest kazał Laurze nie odchodzić, tylko w oczekiwaniu usiąść naprzeciwko. Miała niejasne wrażenie, że zaraz stanie się coś nieprzewidzianego, jak w tych wszystkich filmach, gdy ważne słowa poprzedza właśnie takie zachowanie. Zegar z kukułką ostrożnie zaczął tykać jej w głowie.
  – Pamiętasz tamten dzień w Greenwich, kiedy ojciec zabrał cię do zoo?
   Ważna chwila minęła, bo Laura zupełnie nie wiedziała, o czym matka mówi. Oczywiście pamiętała tamto letnie popołudnie, miała może pięć lat i całkiem poździerane kolana, wystające nieelegancko spod dziewczęcej sukienki. Babcia Bowles oczywiście skarciłaby ją za nie, lecz ojciec tylko się uśmiechał. – Pamiętasz, kogo wtedy spotkaliście?
  Laura zastanowiła się przez chwilę. Ponieważ nikt nadzwyczajny nie przychodził jej do głowy, zmarszczyła brwi i pozwoliła matce mówić.
  – Powinnaś go pamiętać, przychodził tu czasami, kiedy byłaś dzieckiem. Wypijali z Johnem po trzy piwa, grali w karty. Zawsze był dobrze ubrany. Wyprasowana koszula, przykładnie dobrany krawat. Brał cię na kolana. – matka westchnęła. – Tamtego popołudnia był ubrany jeszcze lepiej. Pochwalił się, że podjął pracę w teatrze.
   – Lawrence Harrison, oczywiście, że pamiętam.
  – A pamiętasz wymianę zdań, jaką podjął wtedy z twoim ojcem?
  Laura czuła, że coraz mniej z tego rozumie, ale tykanie zegara znowu pojawiło się w jej głowie.
  – Mówił, że mu się powodzi. John mu gratulował – tłumaczyła dalej matka. – Lecz gdy usłyszał o teatrze powiedział coś na kształt – Zapomniałeś, skąd pochodzisz Larry. Odfrunąłeś w wielki świat. Nie boisz się, że  ktoś podetnie ci skrzydełka?
   Laura nie pamiętała nic z tamtej rozmowy. Zastanowiła ją natomiast inna rzecz.
   – Skąd o tym wiesz?
  – Nie było mnie przy was, to prawda. Lecz gdy John przyszedł do domu wszystko mi opowiedział. Ty już spałaś, gdy na dobre zaczął wpadać w szał. Mówił, że Lawrence jest synem spawacza i takim powinien pozostać. Zazdrościł mu, to oczywiste, ale to nie była zwykła zazdrość. Wygrażał się, rozbił okno w piwnicy. A na końcu oczywiście upił się jak prosie i musiałam zaciągnąć go za nogi na kanapę. Każdy mężczyzna nosi w sobie strunę zazdrości; jego struna gwałtownie drgnęła wieczorem tamtego lata.
  Matka miała wrażenie, że Laura ma ochotę wstać i wyjść. Być może każdy nosi w sobie również drzwi do zapomnianego dzieciństwa. Anna nie chciała ich otwierać, ale nadszedł czas, by delikatnie w nie zapukać.
  – A pamiętasz tą wigilię, w którą zostaliśmy w trójkę? Darius był zły i naburmuszony. Praktycznie się nie odzywał. To było zaraz po tym, jak wygrałaś ten konkurs talentów, przyszłaś do domu i tańczyłaś na stole. Ojca już z nami nie było. Powiedziałam ci, że odszedł.
  – Pamiętam.
   W tym momencie usłyszały dość realne pukanie. Wcale nie metaforyczne, lecz dochodzące zza okna. Anna Calwell spojrzała na Laurę i wstała. Ostrożnie podeszła w stronę parapetu.
        – Kogo niesie o tej porze?
  Za oknem szeroki uśmiech sztucznej szczęki odpowiedział na to pytanie.

***

   Radości i celebracji dziś nie było końca. Babcia Bowles przyniosła dzbanek wiśniówki i nie pozwoliła sobie odmówić. Siedziały przy kuchennym stole, rozmawiały, a staruszka co rusz rozpływała się nad umiejętnościami Laury i nad tym, jak niezwykle utalentowane jest z niej „dziecko”. Gdy zrobiło się tak późno, że nawet latarnie zaczęły gasnąć na bocznej ulicy, Ann Calwell, która przez cały wieczór mówiła zastanawiająco niewiele, wstała od stołu i zaczęła zbierać talerze po cieście.
  – Chyba powinnaś już iść, Margerie. Za chwilę będzie noc. A tutaj strach nos wyściubić.
  – Och nie przejmuj się, Ann. Takiej ususzonej baby licho nie tknie – babcia Bowles zaśmiała się, lecz mimo tego z uwagą przypatrywała się nerwowym ruchom Ann. Kobieta o mało nie wywróciła tacki z ciastem wkładając ją do lodówki. – Poczekaj, pomogę ci  – powiedziała tonem upartej staruszki. – A ty dziecko przyniesiesz z piwnicy słoik dżemu. Twoja mama obiecała mi jeden zeszłej soboty – nalegająco uśmiechnęła się do Laury.
  Wyglądała dość dziwnie, kuśtykając o lasce i biorąc się za talerze, lecz jeszcze dziwniej, gdy tylko odkręciła wodę, by zagłuszyć odgłosy rozmowy. Wymownie spojrzała na Ann, która w tym momencie ciężko opierała się o blat.
  – Po co tu dzisiaj przyszłaś... – Ann spuściła głowę.
   – Wydaje mi się, że przyszłam właśnie w samą porę – powiedziała niecierpliwie. – Nie możesz trzymać tej dziewczyny na uwięzi.
  – Nie trzymam. Występuje w klubie... – Ann miała już w ręce ścierkę, którą tak lubiła zgniatać w nerwach.
   – Ma talent wart tysiąca takich podłych klubów! – podniosła głos Margerie. 
  – Przecież wiesz, że tylko ją chronię. 
   – Wiem też, że przesadzasz. 
   – Na Boga! – uniosła się Ann Calwell.
   – John od lat siedzi w Broadmoor,* Ann. – odezwała się spokojnie Margerie. – I nie wydaje mi się, żeby pasy jego łóżka kiedykolwiek pozwoliły mu wstać...
   Na te słowa Ann Calwell trzepnęła ścierką o uda. Poczęła maszerować tam i z powrotem po kuchni. Margerie Bowles nie była kobietą młodą, więc nie raz widziała takie sceny, a mimo wszystko miała wrażenie, że Ann miota się niczym topiony w beczce szczur. Bez przerwy kręciła głową, jakby zaprzeczała pojawiającym się myślom.
  – Nie, nie, nie, nie pozwolę jej na to – rzekła.
  – Na co jej nie pozwolisz? Widzieli ją ludzie! Teraz już jej nie ukryjesz. Przekaz telewizyjny poszedł w świat! Albo jej pomożesz albo sama ci się wymsknie, bo ludzie nie zapominają kogoś, kto ma pięciooktawowy głos! 
   Przez chwilę w kuchni pojawił się cień, ale żadna z kobiet nie zwróciła na niego uwagi. Laura, zdziwiona krzykiem, przytuliła się do ściany w holu. Widziała łydki matki migające w kuchennych drzwiach.
   – I nie wolno ci jej zmarnować, ani trzymać jej tu zasranym poczuciem winy!
   – Nie trzymam jej poczuciem winy! Trzymam ją dla jej własnego dobra! Myślisz, że było mi łatwo walczyć z tym przez lata? Przekupiać nauczycieli śpiewu, żeby dawali jej spokój?Myślisz, że gdy przyjeżdżał tu dyrektor tej szkoły muzycznej było mi na rękę kłamać?
   Laura w ostatniej chwili złapała lecący z rąk słoik.
   – Ann, John siedzi w zakładzie. 
  Laura zacisnęła szczękę i przyłożyła kark mocniej do ściany. Nie miała w zwyczaju płakać, więc nie rozpłakała się. 
   – Masz rację, John siedzi w zakładzie, udowodniono, że jest chory – mówiła dalej Ann Calwell. – Lecz to nie jego się boje.
   – A kogo? – zdziwiła się Margerie Bowles. Laura mocniej zwarła brwi, bo nagle nic nie słyszała. Ann Calwell poczęła mówić cichym szeptem patrząc gniewnie w oczy Margerie.
  – Widzisz, każda rodzina ma tajemnice. A pewne rzeczy są bardziej dziedziczne, niż byśmy sobie życzyli. Więc nie wsadzaj nosa w sprawy, które ciebie nie dotyczą – powiedziała, po czym odwróciła się do zlewu, dyskretnie prześlizgując wzrokiem po ostatnim zdjęciu syna, jakiego jeszcze nie usunęła z tego domu. – A teraz po prostu wyjdź.


Broadmoor* – Męski szpital psychiatryczny o zaostrzonym rygorze. Lokalizacja: Crowthorne, Wielka Brytania.

40 komentarzy:

  1. Ludzie, co się dzieje z czcionkami! Zaraz normalnie dostanę szału!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Uch, zaczęło być naprawdę mroczno. Ale ostatnia scena świetna. Bardzo dobrze ją "czułam". Po prologu i pierwszym odcinku myślałam, że będzie komedia, a tu twist! Zaskakujesz!

      Usuń
  3. Ale dojechałaś! Nie mam słów. Byłam bardzo ciekawa, teraz jestem jeszcze bardziej. A więc trochę kryminał...

    Niuniek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie jest troche w tym kriminał hihi

      Usuń
    2. Mam nadzieje, że dziewczyna się nie zmarnuje .. ;> Zapraszam do mnie http://mojeopowiadanieez1d.blogspot.com/

      Usuń
  4. Trzecia? Bardzo fajny odcinek. Klimatyczny. Jestem mega ciekawa co dalej. Świetna wstawka z tym psychiatrykiem, taka creepy.

    Przy okazji, czy możesz mi polecić jakieś fajne blogi do czytania, jakieś takie podobne do Twojego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, czy podobne...natomiast blogi, które poleciłam Wam w bocznej naprawdę dobrze się czyta i moim zdaniem są świetne.

      Usuń
  5. Super, świetnie oddałaś emocje bohaterek.Rozdział ogólnie MEGA. Zapraszam do siebie : http://totaleclipseoftheheartangel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz fajnie :) Serio, fajnie :) Tylko czasami trudno się czyta przez np. brak przecinka. I kilka razy musiałam czytac zdanie by go zrozumieć. Ale tak to naprawdę extra, ciekawie :)

    Zapraszam: http://paranormalni-ba.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Swietne takie tajemniczeee i troszke pomieszalas no ale jak przeczytalam drugi raz to zrozumialam hehehe a wieeeec zostalo mi tylko czekac na nowyy rozdialek :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy wiesz...dzięki, ale jeśli musiałaś czytać rozdział dwa razy, żeby zrozumieć o co chodzi, to jest dowód, że jest źle napisany:)Więc dzięki za szczerą opinię. Czasami potrafię gmatwać i nie mam jasności w słowach:)

      Usuń
  8. Spóźniony, ale jestem. Brrr, zrobiło się horrorowato. Żartuje. Dobrze napisany, fajny rozdział. A już nawet nie wiesz, jak się me serce raduje, że to nie będzie to końca romans, haha.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam nadzieje ze wiesz ze super piszesz. A jeśli nie to ja będę ci powtarzać xD

    OdpowiedzUsuń
  10. Uuuu ale mroczno . : D Chce si powiedzieć że super piszesz , ale to już pewnie wiesz : p No i oczywiście zapraszam do siebie mam nadzieje , że ci się spodoba chociaż dopiero zaczynam pisać :) O to link : http://thebattleforlove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Czeeeeeeeesc jesli moge to chciala bym polecic ci bloga dziewczyna na prawde fajnie pisze a im wiecej bedzie czytelnikow tym wczesniej doda rozdzial wpadnij do niej moze tez ci sie spodoba tak samo jak reszcie met-mehalfway.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej, dugo juz...kiedy bedzie nastepny odcinek? Czekam!

    Niuniek

    OdpowiedzUsuń
  13. czytając miałam nieodparte wrażenie jakbym tam była, napisałam do Ciebie na Gadu-Gadu, aa jeśli chodzi o mój równy tekst to w Wordzie albo nawet na Blogu jak masz czcionkę by ustawić w różną stronę dajesz wyjustowany i jest równy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy nowy odcinek? Hej, naprawdę prosimy. Jestem ciekawa co dalej a ty jakoś wyparowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  15. hejka, jaki ładny ten twój blog. i opowiadanie równie śliczne. To znaczy odcinki...
    i zapraszam do mnie http://ashleydirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Cześć : ) założyłam bloga o One Direction i chciałabym poznać opinię innych ludzi na jego temat, jak masz czas i ochotę to wpadnij i skomentuj :33
    www.crazyidiotsonedirection.blogspot.com

    jeśli chcesz wklej też w komentarzu adres swojego bloga ;3

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział! Z resztą jak całe opowiadanie :D Zaczynam czytać twojego bloga i jestem ciekawa co wydarzy się dalej :)
    Zapraszam do siebie (nowy rozdział!) drop-of-hope.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej:D ,nominuje Cię do Liebster Awards -tu info- http://one-direction-dont-look-back.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Zapraszam na moje opowiadanie , liczę na komentarz a jeśli spodobał ci się mój blog to zaobserwuj : )
    http://neversayneveruntilyoutry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapraszam również na bloga mojej koleżanki, dopiero co zaczęła go pisać, ale warto przeczytać, jest świetny !! :) http://theway-i-feel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. [SPAM]
    Wejdziesz ?
    http://forever-in-my-dreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. [SPAM] [FF1D] Kiedy przypadek sprawia, że w głowie pojawiają się obrazy sprzed kilku lat, a wspomnienia atakują serce i rozum, już nic nie może stanąć na drodze do powrotu młodzieńczych lat i wakacji, które wywróciły życie do góry nogami.
    Serdecznie zapraszam, a jeśli się spodoba, proszę o mały komentarz. xx

    http://all--coming-back.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Postanowiłam spróbować swoich sił w pisaniu, mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie ;d
    Zadajcie sobie pytanie- co byście zrobili, gdybyście nagle dowiedzieli się, że umieracie? Że wasze dni są policzone? Że od teraz ciąży nad wami przerażająca świadomość tego, że nieuchronnie zbliżacie się ku końcowi. Zapewne większość z was załamałaby ta wiadomość. Ale ona była inna. Chciała wycisnąć z życia jak najwięcej, niczego nie żałować, cieszyć się każdą chwilą. Póki jeszcze mogła.
    Nazywa się Catalonia, a jej czas dobiega końca.
    50 postanowień na 5 lat życia, młoda, pełna energii dziewczyna i pięciu zagubionych chłopców.
    www.i-wont-let-you-go.blogspot.com nowe opowiadanie o one direction. ZAPRASZAM SERDECZNIE!

    OdpowiedzUsuń
  24. [Spam]Hej! Chciałybyśmy zaprosić na nasz nowy blog: http://ill-look-after-you.blogspot.com/Na razie mamy imaginy, ale wkrótce pojawi się tam opowiadanie o dwóch dziewczynach, które rozpoczynają swoją przygodę z One Direction. Będzie tam wiele sekretów, smutnych, ale także i wesołych sytuacji.Serdecznie zapraszamy!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Cześć, pytałaś mnie, czy jestem na LC. Tu jest link do mojego profilu: http://lubimyczytac.pl/profil/186648/julia
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Masz bardzo ładny styl pisania, ogólnie podoba mi się ten blog :) Będę obserwować twoje poczynania na tym blogu :)
    Zapraszam: http://goynieyxxy.tumblr.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetny styl pisania, chętnie czytam twoje teksty <3. Są genialne *.*

    OdpowiedzUsuń
  28. bardzo fajny styl pisania masz !
    Super !!

    OdpowiedzUsuń
  29. http://we-can-make-it-till-the-end.blogspot.com/
    Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. zapraszam do siebie advicesforgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  31. http://dodatkiumoniki.blogspot.com/?m=1
    Zwiastuny na blogi

    OdpowiedzUsuń
  32. Życzę weny.
    I zapraszam do siebie:
    http://krol-lasu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń